szukaj
Recenzja filmu: "Kobiety bez mężczyzn", reż. Shirin Neshat
Cztery kobiety w różnym wieku
Rzadki przykład udanego połączenia poetycko-filozoficznej narracji z wyrazistym plakatowo-politycznym morałem.
mat. pr.

mat. pr.

Shirin Neshat jest światowej sławy artystką sztuk wizualnych. Urodzona i wychowana w Iranie, wykształcona w Stanach Zjednoczonych, od lat mieszka i tworzy na Zachodzie. Dominującym tematem jej prac (multimedialnych instalacji, wideo-artu) jest doświadczenie tożsamości kobiet we współczesnym społeczeństwie islamskim. Z racji mocno feministycznego przesłania jej niepokojącego dorobku, który charakteryzuje emocjonalny kontrast, formalny minimalizm, ukazywanie zaskakujących stron religijności, rzadko ma możliwość prezentowania go w swojej ojczyźnie.

Jej debiut fabularny „Kobiety bez mężczyzn”, nagrodzony na festiwalu w Wenecji za reżyserię, stanowi rzadki przykład udanego połączenia poetycko-filozoficznej narracji z wyrazistym plakatowo-politycznym morałem. Chodzi o potępienie zamachu stanu z 1953 r., w wyniku którego odsunięto od władzy demokratycznie wybranego premiera Mohammeda Mosadegha i ustanowiono rządy szacha Rezy Pahlaviego. Przy okazji Shirin Neshat w subtelny sposób opowiada o losach czterech dojrzałych kobiet w różnym wieku, których życie nieuchronnie zmierza ku klęsce z winy mężczyzn. Są w tym filmie wyjątkowo piękne, a zarazem wstrząsające obrazy cierpienia upokorzonych bohaterek, znajdujących schronienie w wyimaginowanej, magicznej przestrzeni ogrodu, będącego zaprzeczeniem opisanego w Koranie raju haremu z radośnie pląsającymi dziewicami usługującymi swoim panom. Spore wrażenie robi też nastrojowa muzyka autorstwa Japończyka Ryuichi Sakamoto. Wyjątkowe kino dla koneserów.

Kobiety bez mężczyzn, reż. Shirin Neshat, prod. Niemcy, Austria, Francja, 95 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj