Recenzja filmu: "Maczeta", reż. Robert Rodriguez

Przyjaciółka maczeta
Komiksowy żart z latynoskiego machismo.
materiały prasowe

Grindhouse” nr 3 – tak należałoby nazwać „Maczetę”, zrealizowany na życzenie fanów tandetnego dyptyku Tarantino i Rodrigueza sprzed paru lat. Krwawy zwiastun nieistniejącej jeszcze wtedy „Maczety” pojawiał się jako smaczek, zabawne interludium, by w pełni rozkoszować się powrotem do klimatu lat 70. i ówczesnego kina klasy C. Ponieważ widownia potraktowała zapowiedź całkiem serio, Robert Rodriguez dziełko to nakręcił, w pełni wykorzystując potencjał specyficznego stylu, polegającego na sprawianiu przyjemności zwolennikom golizny i mordobicia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną