Recenzja filmu: "Kot jaki jest, każdy widzi", reż. Sophie Fillieres

Pisarz i jego demony
Nieznośny amalgamat pretensjonalności i nabzdyczenia, w którym jako pierwsza ginie z pola uwagi skołatana dusza pisarki.
materiały prasowe

Nad tą wydumaną komedią o młodej pisarce, która cierpi na impotencję twórczą, ciąży grzech narcyzmu w typowo francuskim wydaniu. Bohaterka, grana przez Chiarę Mastroianni, jest bardzo wrażliwa, utalentowana, inteligentna. Ma duże mieszkanie w Paryżu, troskliwych rodziców, sześcioletniego syna i przystojnego narzeczonego, z którym właśnie się rozstała. Stale towarzyszy jej zapatrzona w nią nastolatka, która naśladuje każdy jej gest, zna na pamięć wszystkie jej książki i błaga, by napisała o niej kolejną. Niestety, artystka przeżywa ciche załamanie. Traci wiarę w siebie, zniechęca się do życia, wpada w melancholię, a nawet przestaje biegać i opiekować się kotem. Można się domyślać, że winę za ten grad nieszczęść ponosi brak tego jedynego, wymarzonego księcia z bajki. Kto wie, czy nie chodzi tu jednak o coś głębszego. Może o duchową pustkę? Nieznośną lekkość bytu? Baudelairowski spleen?

Błąkające się spojrzenia po owiniętych w folię ścianach oraz padający od czasu do czasu deszcz sugerują poważny dramat egzystencjalny. Co najmniej w stylu Alaina Resnaisa. Reżyserka podchodzi jednak do tematu lekko, z prawie niewyczuwalną ironią, litując się nad swoją bohaterką niesłychanie serio. Tworzy to na ekranie nieznośny amalgamat pretensjonalności i nabzdyczenia, w którym jako pierwsza ginie z pola uwagi skołatana dusza pisarki. A dręczyć zaczyna pytanie, ile jeszcze pozostało minut do końca seansu?

Kot jaki jest, każdy widzi, prod. Francja, reż. Sophie Fillières, 100 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj