Recenzja filmu: „Zabiłem moją matkę”, reż. Xavier Dolan
Paradoksy dojrzewania
Subtelna, poetycka wizja nieznośnej, toksycznej relacji między 18-letnim synem gejem a nadopiekuńczą matką.
Kadr z filmu „Zabiłem moją matkę”, reż. Xavier Dolan
materiały prasowe

Kadr z filmu „Zabiłem moją matkę”, reż. Xavier Dolan

Filmów o tzw. trudnym okresie dojrzewania zbuntowanej młodzieży niepotrafiącej nawiązać wspólnego języka ze swoimi rodzicami powstało już bez liku. Dramat Xaviera Dolana o miłym dla ucha tytule „Zabiłem moją matkę” do sztampowych nie należy. Wbrew pozorom nie chodzi tu – jak można się domyślać – o szokowanie krwawą dosłownością, tylko o bardzo subtelną, poetycką nieomal wizję nieznośnej, toksycznej relacji podszytej miłością i nienawiścią między 18-letnim synem gejem (w tej roli sam reżyser) a nadopiekuńczą matką (Anna Dorval). Uśmiercenie jej (chłopak w odruchu złości okłamuje swoją nauczycielkę, że jego rodzice nie żyją) to symboliczny gest odcięcia pępowiny, uruchamiający proces jego samodzielności. Dolan buduje film na sprzecznych emocjach: przyciągania i odpychania między bohaterami, obrazującymi całkowitą niekonsekwencję ich poczynań. Z jednej strony rządzi nimi egoizm, brak wyrozumiałości, niecierpliwość, z drugiej – wielka czułość, pragnienie akceptacji i bliskości.

To niezwykle udany debiut, głównie dzięki zmysłowi obserwacji bardzo młodego jeszcze reżysera, wyczulonego na niuanse, paradoksy, najdrobniejsze nawet zmiany zachowania (w momencie realizacji miał zaledwie 20 lat!). Potwierdzeniem talentu i pracowitości Kanadyjczyka jest nakręcony kilka miesięcy temu jego drugi film „Wyśnione miłości”, wyświetlany na naszych ekranach.

Zabiłem moją matkę, reż. Xavier Dolan, prod. Kanada, 96 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj