Recenzja filmu: „Jak zostać królem”, reż. Tom Hooper
Król na terapii
Film Toma Hoopera jest porywającą opowieścią o samotności władzy i potędze przyjaźni, w której dyskretnie przegląda się historia pierwszej połowy XX w.
materiały prasowe

Następca tronu książę Albert z Yorku (Colin Firth) ma kłopoty z mówieniem, jąka się. Moment też jest nieszczególny. Trzeba stawić opór Hitlerowi i przekonać do tego miliony poddanych. W pokonaniu kompromitującej słabości ma pomóc lekarz amator, terapeuta mowy (Geoffrey Rush), stosujący niekonwencjonalne metody. Łamanie dworskiego sztywniactwa oraz wyniosłych, królewskich manier stanowi istotny element dramaturgii filmu. Lecz niejedyny. Od zwykłej komedii o niedogodnościach obejmowania tronu „Jak zostać królem” różni solidna dawka poważnej psychologii.

Hooper nakręcił kameralny, miejscami bardzo śmieszny film o spotkaniu dwóch nieprzystających do siebie światów oraz systemów wartości. Ostoi tradycji, reprezentującej wolę i duszę narodu monarchii, oraz chaotycznego świata demokratycznego, hołdującego zasadom równości i lekceważenia odwiecznej hierarchii. Oba niespecjalnie chronią nadwrażliwe jednostki. Niemniej świat królewski rani je bardziej, czego dowodem traumy wyniesione z dzieciństwa przez młodego księcia Alberta, skutkujące jego blokadą i lękiem przed odpowiedzialnością.

Historia przyjaźni, lojalności i zaufania dwóch mężczyzn pochodzących z różnych sfer: króla i psychoanalityka bez dyplomu, wydarzyła się naprawdę. Trudno powiedzieć, co jest w niej lepsze – pomysł na przedstawienie kluczowego momentu burzliwej epoki z perspektywy nieradzącego sobie ze swoimi kompleksami władcy, szarlatańska błazenada konowała próbującego zjednać sobie sympatię króla czy może koncertowy popis aktorstwa Firtha w roli królewskiego strażnika cnót i Rusha jako jego uzdrowiciela. Niewątpliwe jest to, że na Oscary zasłużyli obaj.

Jak zostać królem, reż. Tom Hooper, prod. Wielka Brytania, Australia, 111 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj