Recenzja filmu: "Do szpiku kości", reż. Debra Granik

Przetrwać i żyć
Oto desperacja bohaterki, która na własnej skórze doświadcza nietolerancji sąsiadów.
Zrealizowany za niewielkie pieniądze film zasłużenie wygrał festiwal w Sundance.
materiały prasowe

Zrealizowany za niewielkie pieniądze film zasłużenie wygrał festiwal w Sundance.

Rzadko trafia się okazja, by oglądać w kinie prawdziwe oblicze amerykańskiej prowincji. Debrze Granik udało się ją sportretować z bolesną dosadnością, bez upiększeń, wpisując w jej obraz przejmujący dramat odkupienia. W „Do szpiku kości” dominują surowe, mało pociągające pejzaże bagnistych terenów Missouri. Do tego dochodzą obrazy dotkliwej nędzy i krwawego okrucieństwa ludzi pozbawionych złudzeń. Na barkach 17-letniej wrażliwej dziewczyny (świetna rola Jennifer Lawrence) spoczywa ciężar utrzymania wieloosobowej rodziny, która wpada w tarapaty z winy ojca, prowadzącego mętne interesy z przemytnikami amfetaminy, policją, lokalnymi klanami.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną