Recenzja filmu: "Zwyczajna historia", reż. Anocha Suwichakornpong

Azjatyckie horyzonty
Utrzymana w poetyce minimalizmu metaforyczna historia przyjaźni dwóch młodzieńców.
Historia przyjaźni na wpół sparaliżowanego studenta reżyserii i opiekującego się nim pielęgniarza, niedoszłego pisarza
materiały prasowe

Historia przyjaźni na wpół sparaliżowanego studenta reżyserii i opiekującego się nim pielęgniarza, niedoszłego pisarza

Debiut fabularny nieznanej szerzej reżyserki azjatyckiej Anochy Suwichakornpong „Zwyczajna historia” wygrał zasłużenie ubiegłoroczny festiwal Era Nowe Horyzonty, ale nie wszystkim przypadnie do gustu. To wolno, niechronologicznie opowiadana, utrzymana w poetyce minimalizmu metaforyczna historia przyjaźni dwóch młodzieńców. Na wpół sparaliżowanego studenta reżyserii i opiekującego się nim pielęgniarza, niedoszłego pisarza. Obaj muszą się pogodzić z życiową klęską, skorygować plany, nauczyć się na nowo poruszać w społeczeństwie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną