Recenzja filmu: "Niepokonani", reż. Peter Weir
Długi marsz
Kiedy za filmowanie polskiej historii XX w. biorą się cudzoziemcy, można się spodziewać wszystkiego, tylko nie opowieści o klęsce.
„Niepokonani” są pozycją wybitną, choć niesłychanie prostą, dla niektórych widzów może nawet zbyt prostą
materiały prasowe

„Niepokonani” są pozycją wybitną, choć niesłychanie prostą, dla niektórych widzów może nawet zbyt prostą

Ich spojrzenie nacechowane jest poszukiwaniem nadziei i wiary w ostateczne zwycięstwo. Po solidarnościowej epopei Volkera Schlöndorffa, po imponujących epickich filmach Stevena Spielberga, Edwarda Zwicka, Romana Polańskiego, ukazujących cud ocalenia z Holocaustu, o wielkim męstwie i determinacji Polaków ratujących się z syberyjskiego zesłania przypomina Peter Weir, legendarny twórca „Pikniku pod wiszącą skałą”, „Stowarzyszenia umarłych poetów” i „Truman Show”.

„Niepokonani” są pozycją wybitną, choć niesłychanie prostą, dla niektórych widzów może nawet zbyt prostą, bo operują hollywoodzkim schematem sensacyjnego dramatu o wielkiej ucieczce (choć film oparty jest na faktach). Wszystko rozgrywa się wedle znanego wzoru: jest siedmiu śmiałków, którzy wbrew logice, groźbom sadystycznych strażników, rzucając wyzwanie nieobliczalnej potędze natury, pokonując strach i własne słabości, ryzykują nieprawdopodobnie długi marsz ku swobodzie. Spod koła polarnego na południe: wzdłuż skutego lodem Amuru, jeziora Bajkał, przez pustynię Gobi, Himalaje, aż do niedostępnego miasta Lhasa i Indii. A jednak ten widowiskowy, pozbawiony patosu, nakręcony z olbrzymią kulturą i wyczuciem na ludzkie sprawy film o przetrwaniu działa do tego stopnia, że wychodząc z kina przeżywamy katharsis, prawdziwy wstrząs o sile tsunami. Od 20 lat żaden z polskich reżyserów nie odważył się zrealizować tak patriotycznego dramatu, wyzwalającego najczystsze pokłady pozytywnych emocji.

Niepokonani, reż. Peter Weir, prod. USA-Polska, 132 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj