Recenzja filmu: "Erratum", reż. Marek Lechki
Powrót do siebie
Świetny film, który długo nie mógł znaleźć dystrybutora.
Tomasz Kot daje w „Erratum” prawdziwy popis gry aktorskiej
materiały prasowe

Tomasz Kot daje w „Erratum” prawdziwy popis gry aktorskiej

Jeden z wyróżniających się tytułów ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni (nagroda dla Marka Lechkiego za debiut plus nagroda dziennikarzy), uhonorowany także nominacją do Paszportu POLITYKI, długo nie mógł znaleźć dystrybutora. W końcu zdecydował się Best Film i miejmy nadzieję, że nie straci, mimo że publiczność uwielbiająca komedie romantyczne z popularnymi aktorami tym razem raczej nie dopisze. Choć akurat aktor popularny też tu występuje i to w głównej roli. Tomasz Kot, znany z seriali i reklamy, gra trzydziestoparoletniego Michała, który – jak wielu jego rówieśników – zostawił kiedyś rodzinne strony, by robić wielką karierę w wielkim mieście.

Przypadek sprawił, że Michał musi wrócić w rodzinne strony, wysłany przez szefa po odbiór samochodu. Jedzie wprawdzie tylko na jeden dzień, lecz wskutek niefortunnego zdarzenia (potrąca na jezdni bezdomnego) musi pozostać dłużej. I tak zaczyna nieplanowaną podróż w przeszłość, która go coraz bardziej wciąga. Zatrzymuje się na chwilę w biegu, by spojrzeć wstecz, zastanowić się, co osiągnął, jakim kosztem, i dlaczego tak wiele stracił. Odwiedza kolegę, z którym niegdyś grał w zespole muzycznym, nadal wiernego młodzieńczym ideałom, przede wszystkim zaś spotka się z ojcem (Ryszard Kotys), z którym przed laty zerwał kontakty. Kot i Kotys dają w „Erratum” prawdziwy popis gry aktorskiej, dzięki nim nawet sceny ryzykownie sentymentalne wypadają autentycznie i wzruszają, co dzisiaj w kinie zdarza się niezmiernie rzadko.

Erratum, reż. Marek Lechki, prod. Polska, 95 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj