Recenzja filmu: "Moskwa, Belgia", reż. Christophe Van Rompaey
Niedobrani
Skąd taki dziwny tytuł? Jak się okazuje, Moskwa to nazwa robotniczej dzielnicy na przedmieściach belgijskiego Gent.
To film, który trudno zdefiniować gatunkowo. Komedia romantyczna, lecz mało romantyczna?
materiały prasowe

To film, który trudno zdefiniować gatunkowo. Komedia romantyczna, lecz mało romantyczna?

Blokowiska jak na warszawskim Bródnie, ludzie też podobni. Na przykład Matty, którą poznajemy, gdy robi zakupy w supermarkecie. W pierwszej chwili może wydawać się, że przypadkiem „weszła” w kadr, zwyczajna, zmęczona życiem kobieta w średnim wieku. Za chwilę jednak zdarzy się w jej życiu coś szczególnego: gdy będzie wyjeżdżać z parkingu, zderzy się z nadjeżdżającym tirem. Żadna wielka katastrofa, raczej zwyczajna stłuczka zakończona awanturą z krewkim kierowcą. Mężczyzna zjawi się wkrótce przed jej domem, by przeprosić i naprawić uszkodzony bagażnik w jej samochodzie.

Tak zaczyna się ten przedziwny romans z wyjątkowo starannie niedobranymi partnerami. Ona ma lat 41, pracuje na poczcie i nic już w swym życiu nie chce zmieniać, mimo że właśnie przeżywa trudne chwile, pozostawiona przez męża, z trudem wychowująca trójkę dzieci, w tym dorastającą córkę lesbijkę. Jej amant ma 29 lat i duszę romantyka oraz, jak się okaże, nie najlepszą przeszłość z kryminalnym epizodem. Jak widać, na łatwy happy end raczej nie ma co liczyć.

To film, który trudno zdefiniować gatunkowo. Komedia romantyczna, lecz mało romantyczna? Dramat obyczajowy z psychologicznym podtekstem? Jeden z możliwych tropów podsuwa nam informacja, że „Moskwa, Belgia” to debiut Christophe’a Van Rompaeya, który pośród wielu wyróżnień dostał również nagrodę im. Krzysztofa Kieślowskiego na międzynarodowym festiwalu w Denver.

Moskwa, Belgia, reż. Christophe Van Rompaey, prod. Belgia, 102 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj