Recenzja filmu: "Nieściszalni", reż. Johannes Stjarne Nilsson

Muzyczni terroryści
Zwolennikom tradycyjnej rozrywki raczej nie polecam.
Kogo bawi zabawa parodiująca poczynania streetartowców i artystów w krawatach, ten uśmieje się do łez
materiały prasowe

Kogo bawi zabawa parodiująca poczynania streetartowców i artystów w krawatach, ten uśmieje się do łez

Komedia na opak, tak można określić niespotykaną formułę „Nieściszalnych” – wariackiego połączenia kryminału, happeningu i anarchistycznego manifestu rockowego. Film ogląda się z rozbawieniem, ale i rosnącą irytacją, w miarę jak surrealistyczna metafora staje się coraz bardziej płaska i jednoznaczna. Chodzi o temperamentnych muzyków, perkusistów, odwalających jakieś nudne kawałki na dziadowskich imprezach, przed którymi rysuje się szansa przeprowadzenia rewolucji dźwiękowej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną