Recenzja filmu: "Łagodny potwór. Projekt Frankenstein", reż. Kornel Mundruczo

Ćwiczenia z płaczu
Jeżeli ktoś z widzów zechce szukać na ekranie inspiracji legendarną powieścią Mary Shelley, na pewno znajdzie niemało tropów.
Reżyser, chcąc stworzyć amatorom bardziej intymne warunki, zostawia ich samych w pokoju, co – jak się okaże – było fatalnym pomysłem
materiały prasowe

Reżyser, chcąc stworzyć amatorom bardziej intymne warunki, zostawia ich samych w pokoju, co – jak się okaże – było fatalnym pomysłem

Węgierski reżyser rozpoznawany już w Europie (w tej roli sam Kornel Mundruczo) przygotowuje nowy projekt, zapewne z myślą o którymś z najbardziej liczących się międzynarodowych festiwali, i szuka odtwórców głównych ról. Tym razem postanawia zatrudnić amatorów. Jesteśmy właśnie świadkami castingu. Zadanie, jakie reżyser stawia adeptom, nie jest łatwe – mają rozpłakać się przed kamerą. Gdybyśmy na podstawie tych kilku scenek mieli sobie wyrobić zdanie o filmowcu, pewnie bylibyśmy skłonni uznać, że jest apodyktyczny, przekonany o swej omnipotencji i skłonny do instrumentalnego traktowania ludzi.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną