szukaj
Recenzja filmu: "Kod nieśmiertelności", reż. Duncan Jones
Emocje górą
Paranoja rodem z prozy Dicka zostaje wymieszana z zasadami gry komputerowej.
Bohater (w tej roli Jake Gyllenhaal, na zdj.) wciela się w ofiarę tragedii. Musi zdobyć jak najwięcej informacji o sprawcy zamachu
Materiały prasowe

Bohater (w tej roli Jake Gyllenhaal, na zdj.) wciela się w ofiarę tragedii. Musi zdobyć jak najwięcej informacji o sprawcy zamachu

Dzięki pomysłowości hollywoodzkich filmowców balansowanie na krawędzi rzeczywistości i świata wirtualnego – temat podniesiony do rangi arcydzieła w „Matriksie” – przeżywa rozkwit. W „Kodzie nieśmiertelności” Duncana Jonesa znajdziemy godne tego rozwinięcie, zręcznie opakowane w konwencję kina akcji.

Punktem wyjścia jest tajny eksperyment badawczy, mający zapobiegać potencjalnym zamachom terrorystycznym. Pogrążonego w śpiączce żołnierza z Afganistanu (Jake Gyllenhaal) przenosi się za pomocą kapsuły czasu do Chicago, gdzie podłożona w pociągu bomba pozbawiła życia setki pasażerów. Trick polega na tym, że na kilka minut bezpośrednio poprzedzających wybuch bohater wciela się w jedną z ofiar tragedii. Jego zadaniem jest zdobycie możliwie jak największej ilości informacji o sprawcy zamachu i przekazanie ich bazie, aby uniemożliwić kolejny atak. Jeśli nie wykona zadania w wyznaczonym terminie, odbywa wirtualną podróż znowu i znowu – aż do skutku.

Paranoja rodem z prozy Dicka zostaje wymieszana z zasadami gry komputerowej, ale efekt wydaje się zaskakująco nośny. Przynajmniej do momentu finałowej rozgrywki. Aby nie popsuć sobie zabawy, lepiej z góry unikać pytania, czy takie rozwiązanie jest prawdopodobne. Happy end rządzi się w końcu swoimi prawami.

Kod nieśmiertelności, reż. Duncan Jones, prod. USA, 90 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj