Recenzja filmu: "Mama", reż. Nikolay Renard, Yelena Renard

Wychować syna
Ambitny debiut fabularny małżeństwa Nikolaya i Yeleny Renardów rozgrywa się w zupełnej ciszy.
Ascetyczny realizm „Mamy” można potraktować jako pretekst do stawiania pytań o istotę systemu, który wychowuje jednostki niezdolne do samodzielnego działania
materiały prasowe

Ascetyczny realizm „Mamy” można potraktować jako pretekst do stawiania pytań o istotę systemu, który wychowuje jednostki niezdolne do samodzielnego działania

Nie pada ani jedno słowo. Na ekranie tylko dwójka bohaterów. Tęsknie wpatrzony w eleganckie wystawowe manekiny chłopiec marzy o ucieczce z obskurnego domu, w którym mieszka bez ojca. Pakuje walizki, sprawdza mapy. Zabiegana, wiecznie zatroskana matka przygotowuje mu kolację, pomaga się umyć, zawsze w pogotowiu, by usłużnie strząsnąć okruszki, gdy się przybrudzi. Kobieta traktuje go jak niemowlaka, choć syn jest zupełnie dorosły. Powinien studiować, prowadzić samodzielne życie, ale tego nie robi, bo nie jest w stanie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną