Recenzja filmu: "Bejbis", reż. David Ross

Niewinność na sprzedaż
Twórcy zmarnowali szansę zrobienia przyzwoitego filmu.
Ważny społecznie temat (prostytucja licealistek) w filmie Davida Rossa został potraktowany z nonszalancją godną niedzielnego serialu
materiały prasowe

Ważny społecznie temat (prostytucja licealistek) w filmie Davida Rossa został potraktowany z nonszalancją godną niedzielnego serialu

Amerykański dramat „Bejbis” można od biedy nazwać psychologicznym, ale to nadużycie. Ważny społecznie temat (prostytucja licealistek) w filmie Davida Rossa został potraktowany z nonszalancją godną niedzielnego serialu. Rozwydrzonym panienkom nie chce się uczyć, zakompleksieni koledzy z klasy je nudzą, studia kosztują fortunę, więc czemu nie zarabiać na nowe ciuchy i drogie perfumy, handlując własnym ciałem? Popyt jest. Wystarczy tylko dobrze ustawić grafik i pobierać opłaty od sprawdzających się w seksbiznesie przyjaciółek.

Interes (zabawę) rozkręca ta, która z początku wydaje się najbardziej usposobiona romantycznie. Ale pieniądz demoralizuje. Do tego, mniej więcej, sprowadza się głębinowa refleksja reżysera, który nie widzi żadnych dodatkowych problemów. Twórcy zmarnowali szansę zrobienia przyzwoitego filmu.

Bejbis, reż. David Ross, prod. USA, 85 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj