Recenzja filmu: "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach", reż. Rob Marshall

Dobrze znane wody
Co różni ten film od poprzednich części? Jest więcej humoru, a mniej straszenia.
Kapitan Jack Sparrow (Johnny Depp) powraca na ekran ze swoim starym i sprawdzonym arsenałem min, grymasów i spojrzeń
materiały prasowe

Kapitan Jack Sparrow (Johnny Depp) powraca na ekran ze swoim starym i sprawdzonym arsenałem min, grymasów i spojrzeń

To zdecydowanie film dla wyznawców maksymy inż. Mamonia z „Rejsu”: „lubię to, co znam”. Kapitan Jack Sparrow (Johnny Depp) powraca na ekran ze swoim starym i sprawdzonym arsenałem min, grymasów, spojrzeń, gestów, ruchów. Stary dobry znajomy, którego uwielbiamy właśnie za to, jaki jest. Twórcy filmu starali się jak najmniej majstrować przy dotychczasowym wzorcu, dzięki czemu mamy galerię wyrazistych postaci, szaloną akcję i jej zaskakujące zwroty, piękną kobietę (tym razem Penelope Cruz), trochę czarów i mnóstwo niezwykłych pejzaży.

Nieznane wody okazują się, słowem, dobrze znane. Czy i co zatem różni ten film od poprzednich części? Jest więcej humoru, a mniej straszenia. Twórcy okazali się powściągliwsi w stosowaniu efektów specjalnych i unikają zawiłości scenariuszowych, pozostają jeszcze bardziej w konwencji tradycyjnych pirackich opowieści. W swojej kategorii to film wzorcowy. Dwie godziny mijają, jak z bicza trzasł.

Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach, reż. Rob Marshall, prod. USA, 141 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj