Recenzja filmu: "Kobieta, która pragnęła mężczyzny", reż. Per Fly
Destrukcyjny seks
Oniryczny film Flya balansuje na granicy przywidzenia i twardego realizmu. Stawia pytania o granicę ślepej namiętności.
Marcin Dorociński i Sonja Richter jako kobieta, która go pragnęła
Gutek Film/materiały prasowe

Marcin Dorociński i Sonja Richter jako kobieta, która go pragnęła

Gościnny występ Marcina Dorocińskiego w dramacie erotycznym duńskiego reżysera Pera Flya „Kobieta, która pragnęła mężczyzny” z pewnością nie należał do łatwych. Polak gra w nim człowieka bez zasad, prodziekana SGH, notorycznego podrywacza, który rani i nie potrafi głęboko kochać. Mało mówi na ekranie, pozostaje wycofany, nie zdradza prawdziwych intencji postaci, w którą się wciela. Jest obiektem pożądania bohaterki (Sonja Richter), szaleńczo i obsesyjnie w nim zakochanej artystki, fotografki mody, widzącej w nim kogoś lepszego, niż się zdaje. Spotyka go w paryskim hotelu, najpierw jednak jej się śni, co rodzi niecodzienną relację i wielkie oczekiwania.

Oniryczny film Flya balansuje na granicy przywidzenia i twardego realizmu. Stawia pytania o granicę ślepej namiętności, która rujnuje życie kobiecie zdecydowanie bardziej zaangażowanej w romans. Fly wkracza na terytorium doskonale przez filmowców opisane („Imperium zmysłów”, „Intymność”). Ma na to ciekawy pomysł, choć nie do końca radzi sobie z pogłębieniem psychologicznego rysunku. Chłodna, zdystansowana temperatura scen łóżkowych nie tłumaczy szaleństwa kobiety zatracającej się w rozkoszy, nad którą nie potrafi zapanować. Zamiast skandalu obyczajowego jest wystudzona, miejscami sztuczna opowieść o tęsknocie, której zaspokoić się nie da.

Kobieta, która pragnęła mężczyzny, reż. Per Fly, prod. Dania, Czechy, Francja, Polska, 100 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj