Recenzja filmu: "Super 8", reż. J.J. Abrams

Obcy, wróć
Wakacyjny przebój „Super 8” zrealizowany pod troskliwymi skrzydłami Stevena Spielberga.
Młodzi bohaterowie kręcą amatorski film – zupełnie jak kiedyś Steven Spielberg, współtwórca „Super 8”
VIP/materiały prasowe

Młodzi bohaterowie kręcą amatorski film – zupełnie jak kiedyś Steven Spielberg, współtwórca „Super 8”

Super 8, kadr z filmu
Materiały promocyjne

Super 8, kadr z filmu

Obraz J.J. Abramsa („Mission: Impossible III”, „Lost: Zagubieni”) sprawi frajdę miłośnikom klasycznego kina familijnego z elementami science fiction, rozgrywającego się gdzieś na głuchej amerykańskiej prowincji w czasach zimnej wojny. Trudno znaleźć w tym filmie cokolwiek, czego wcześniej nie pamiętałoby się z takich hitów jak „E.T.” czy „Gremliny rozrabiają”. Jest wojsko przeprowadzające dziwne manewry; są obcy; są także zajęci swoimi sprawami dorośli. Niespożytymi pokładami energii i wyobraźnią popisują się tylko nielubiące szkoły nastolatki. W tego typu widowiskach rodzice zawsze są głusi na wrażliwość dzieci, które nierozumiane szukają oparcia w grupie rówieśników.

Mimo licznych powtórzeń i nieustannego wrażenia déjà vu „Super 8” przynosi satysfakcję głównie z powodu ironicznego dystansu towarzyszącego odlotowym przygodom młodych, których ukochanym zajęciem jest kręcenie horroru o zombie. Bliskie spotkania z kosmitami znajdują zabawne odzwierciedlenie w tym, co sami intuicyjnie wymyślili na temat dręczącego ich poczucia wykluczenia. Wizualnie film J.J. Abramsa do złudzenia przypomina nieśmiertelne filmy przygodowe sprzed kilku dekad. Ze starannie naszkicowanym tłem psychologicznym i dyskretnym nawiązaniem do rzeczywistości, która rodzi upiory. Wszystko to oczywiście świadomy zabieg stylizacyjny. Niczego więcej spodziewać się nie należy.

Super 8, reż. J.J. Abrams, prod. USA, 95 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj