szukaj
Recenzja filmu: "W lepszym świecie", reż. Susanne Bier
W obronie własnej
Ten film spod znaku moralnego niepokoju pozbawiony jest taniej publicystyki.
W filmie czuć wielką dojrzałość reżyserki, znakomicie cieniującej psychologiczne niuanse. Na zdj. mali bohaterowie
Materiały prasowe

W filmie czuć wielką dojrzałość reżyserki, znakomicie cieniującej psychologiczne niuanse. Na zdj. mali bohaterowie

Susanne Bier („Bracia”, „Otwarte serca”) stawia swoich bohaterów w sytuacjach granicznych, w których muszą reagować na gwałt, jawną niesprawiedliwość, ale brakuje dobrych rozwiązań. W nagrodzonym Oscarem dramacie psychologicznym „W lepszym świecie” pacjentem lekarza jest afrykański watażka, sadysta i morderca. Chronić go przed zemstą tubylców czy pomóc mu odzyskać sprawność, by dalej zabijał? Jak postąpić, gdy syna zaatakuje szkolny gang? Jeśli ulegnie napastnikom, nie będzie miał łatwego życia. Ale czy broniąc się, syn i pomagający mu kolega mają prawo być bardziej bezwzględni niż agresorzy? A może powinni okazać litość?

Autorka składa film z tego typu wątpliwości, a nawet stara się je komplikować, wplatając niełatwe problemy rodzinne. O dziwo ten film spod znaku moralnego niepokoju pozbawiony jest taniej publicystyki. Czuć w nim wielką dojrzałość reżyserki, pewnie prowadzącej aktorów, znakomicie cieniującej psychologiczne niuanse, wykazującej ogromną wrażliwość i zrozumienie dla ludzkich słabości. Poruszające, mądre kino.

W lepszym świecie, reż. Susanne Bier, prod. Dania, Szwecja, 124 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj