Recenzja filmu: "B-girl", reż. Emily Dell

Tańcz, tańcz, tańcz
Wychodząc z kina, ma się ochotę powyginać śmiało ciało.
W przerwie między „Tańcem z gwiazdami” a kolejnymi edycjami ulubionych programów Polaków nie mogło zabraknąć kolorowego widowiska z roztańczoną młodzieżą
materiały prasowe

W przerwie między „Tańcem z gwiazdami” a kolejnymi edycjami ulubionych programów Polaków nie mogło zabraknąć kolorowego widowiska z roztańczoną młodzieżą

Kultura, zwłaszcza młodzieżowa, nie znosi próżni. W przerwie między ostatnim sezonem „Idola”, „Tańca z gwiazdami”, „X Factor” a kolejnymi edycjami ulubionych programów Polaków nie mogło więc zabraknąć atrakcji w postaci kolorowego widowiska z roztańczonymi parami. Co prawda „B-girl” najświeższym towarem nie jest (rok produkcji: 2009), ale kto by na to zwracał uwagę. Ważne, że młodzi prezentują się młodo, parkietu starcza dla wszystkich, a hiphopowa ścieżka dźwiękowa wpada w ucho i może się nieźle sprzedać.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną