Recenzja filmu: "Green Lantern", reż. Ryan Campbell
Dzielny Ziemianin
Ogląda się nieźle, szkoda tylko, że scenariusz jest tak nieziemsko schematyczny i infantylny.
Nieustraszonego pilota Hala gra bardzo modny ostatnio aktor Ryan Reynolds
materiały prasowe

Nieustraszonego pilota Hala gra bardzo modny ostatnio aktor Ryan Reynolds

Kolejny komiksowy superbohater na ekranie. Choć w pierwszej chwili w niczym nie przypomina herosa. Właśnie budzi się obok dziewczyny, prawdopodobnie poznanej w barze poprzedniego wieczora, ubiera się w pośpiechu i pędzi do pracy. Jest oblatywaczem samolotów, a tego dnia czeka go nie byle jakie wyzwanie – ma bowiem walczyć z bezzałogowymi myśliwcami najnowszej generacji. I już za chwilę przekonamy się, po co właściwie założyliśmy okulary do oglądania filmu w 3D. Sekwencja podniebnej walki zrealizowana jest popisowo, ale to dopiero zapowiedź prawdziwych emocji. Nieustraszony pilot Hal Jordan (którego gra bardzo modny ostatnio aktor Ryan Reynolds) zostaje wybrany do wyższych celów.

Oto na Ziemi rozbija się kapsuła z przybyszem z dalekiej planety Oa, na której ma swoją bazę Korpus Zielonej Latarni, strzegący pokoju we Wszechświecie. Konający strażnik musi znaleźć następcę, któremu przekaże swój magiczny pierścień i zieloną latarnię. Wybiera pilota Hala, który po złożeniu przysięgi („Niech ci, którzy wyznają zło, strzegą się mojej mocy – światła Zielonej Latarni”) trafia na Oa, gdzie jako obcy z niezbyt lubianej tam Ziemi traktowany jest z rezerwą. Najpierw musi przejść szkolenie, które przypomina znęcanie się kaprala nad rekrutem. Ale superbohater skazany jest na superbohaterstwo, tym bardziej że siły zła, wyobrażane przez magmowatego Paralaxa, karmiącego się strachem, zagrażają całemu kosmosowi. On słaby Ziemianin, a przeciw niemu całe zło Wszechświata. Jordan szybko uczy się, że najgroźniejszą bronią jest silna wola i wyobraźnia, której twory natychmiast się materializują dzięki pierścieniowi i latarni.

Ogląda się nieźle, szkoda tylko, że scenariusz jest tak nieziemsko schematyczny i infantylny, że chwilami wprost ciśnie się na usta określenie – kosmiczna bzdura.

Green Lantern, reż. Ryan Campbell, prod. Australia/USA, 114 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj