Recenzja filmu: "Flamenco, flamenco", reż. Carlos Saura

Zmysłowe ujęcia
Każda z kilkunastu części filmu poświęcona jest innemu stylowi flamenco.
Film Saury to luźny ciąg scen z tańcami i piosenkami, bez słownego komentarza
Vivarto/materiały prasowe

Film Saury to luźny ciąg scen z tańcami i piosenkami, bez słownego komentarza

W przyszłym roku Carlos Saura skończy 80 lat. Na szczęście z kariery filmowej nie zamierza jednak jeszcze rezygnować. Ostatnie produkcje reżysera zajmują się prezentacją różnych obliczy iberyjskiej kultury, na przykład tanga czy fado. Trzeba dodać – wyglądają bardzo podobnie. To półtoragodzinne dokumenty, barwne zapisy kameralnych występów współczesnych artystów, mistrzów danego gatunku, których jedynym świadkiem jest kamera. Mimo że nie posiadają czytelnej dramaturgii – stanowią luźny ciąg scen z tańcami i piosenkami, bez słownego komentarza – aż kipi w nich od emocji. Są pięknie skomponowane wizualnie, mają doskonałe tempo, zachwycają magiczną perfekcją obrazu i dźwięku. Już raz, 15 lat temu, razem z włoskim wirtuozem fotografii Vittorio Storaro Saura nakręcił taneczno-muzyczny poemat poświęcony folklorowi andaluzyjskich Cyganów – „Flamenco”. Film podzielony był na 13 teatralnych epizodów, każdy przedstawiał wspaniałe interpretacje słynnych kompozycji, m.in. genialnego gitarzysty Tomatito czy zmarłego rok temu wokalisty Enrique Morente. Zrealizowane w tym samym duchu „Flamenco, flamenco” rozwija tematykę hiszpańskiego tańca, w którym afrykańskie rytmy łączą się z tradycją żydowską i islamską, kastylijskie ballady mieszają z greckimi psalmami, chorałami gregoriańskimi i irańskimi zaśpiewami.

Każda z kilkunastu części filmu poświęcona jest innemu stylowi flamenco. Wielkie wrażenie robi buleria (co znaczy „naśmiewać się”), popularna, oparta na improwizacji i stepowaniu forma muzyczna, jako jedyna zezwalająca tancerzowi na skakanie (w filmie tę partię wykonuje przebrana za mężczyznę kobieta, El Carpeta). Równie mocno zapada w pamięć zmysłowy śpiew Evy la Yerbabueny, w ciemnofioletowej sukni na tle zachodzącego księżyca, wykonującej soleę (od soledad, co znaczy „osamotnienie”), przejmującą pieśń, w której namiętność toczy spór z powściągliwością. Wysmakowane plastycznie ujęcia nawiązują m.in. do malarstwa Klimta, Matisse’a, Chagalla, Goi. Krótko mówiąc – uczta dla wszystkich miłośników piękna, wzruszeń i natchnionej sztuki z najwyższej półki.

Flamenco, flamenco, reż. Carlos Saura, prod. Hiszpania, 103 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj