Recenzja filmu: "Cyrk Columbia", reż. Danis Tanović

Rodzinne szaleństwo
Miki Manojlović jako wracający do Chorwacji bogaty emigrant
VIVARTO/materiały prasowe

Miki Manojlović jako wracający do Chorwacji bogaty emigrant

Bośniacki reżyser Danis Tanović („Ziemia niczyja”, „Piekło”) nie wykorzystał w pełni szansy, jaką daje opowieść o rozpadzie państw byłej Jugosławii. Wielki temat budzenia się demonów nienawiści, nacjonalizmów, rewanżyzmu za realne i urojone winy sąsiadów przerobił na rodzinny dramat w klimacie osławionego bałkańskiego szaleństwa. Sporo tu gorzkiego humoru, absurdalnych sytuacji, groteskowych dialogów („my, komuniści, powinniśmy zburzyć mur, a nie oni” – żali się niepogodzony z klęską marksistowskiej utopii były burmistrz), jednak do ­poziomu „Undergroundu” daleko.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną