Recenzja filmu: "Jane Eyre", reż. Cary Fukunaga
Kochanica Anglika
W filmie zostały zachowane wszystkie główne wątki powieści, co przy tak rozległym materiale wymagało nie lada dyscypliny.
Mia Wasikowska w głównej roli
ITI Cinema/materiały prasowe

Mia Wasikowska w głównej roli

W kinie zapowiada się minisezon ekranizacji sióstr Brontë. Świetne recenzje i nagrodę operatorską na festiwalu w Wenecji zdobyły niedawno poetycko-awangardowe „Wichrowe wzgórza” (na podstawie powieści młodszej z sióstr, Emily) w ambitnej reżyserii Brytyjki Andrei Arnold. W adaptacji „Dziwnych losów Jane Eyre” według Charlotty Brontë, nakręconej przez Amerykanina Cary’ego Fukunagi, uderza dla odmiany niezwykła wręcz wierność literackiemu pierwowzorowi. Aktorzy: wyciszona Mia Wasikowska – w tytułowej roli sieroty guwernantki, oraz Michael Fassbender – jako nieszczęśliwy pan Rochester, tworzą zgrany duet. Są piękni bardziej przymiotami ducha niż ciała, widać na ich twarzach gorycz, niezaspokojone pragnienia, wiedzą, czym jest romantyczna gorączka. Mimo że często mówią wyegzaltowanymi frazami, zaczerpniętymi z wydanej po raz pierwszy w 1847 r. książki, to całując się pamiętają, żeby zachować przyzwoitą odległość ciał. Potrafią wiarygodnie przekazać komunię dusz cierpiących z pokorą bohaterów i straszliwy ciężar dzielącej ich tajemnicy.

W filmie zostały zachowane wszystkie główne wątki powieści, co przy tak rozległym materiale wymagało nie lada dyscypliny. Ogląda się to z rosnącym zaangażowaniem i łzami w oczach w momentach przełomowych. Niedzisiejsze dylematy (miłość łamiąca bariery klasowe, odrzucenie pokus materialnych, uczucie aż po grób) wcale nie śmieszą, przeciwnie – budzą nostalgię za czasami, kiedy kobiety marzyły o prasowaniu koszul swoich mężów, a panowie zadowalali się dotykiem dłoni ukochanej.

Jane Eyre, reż. Cary Fukunaga, prod. Wielka Brytania, USA, 120 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj