Recenzja filmu: "Attenberg", reż. Athina Rachel Tsangari

Grecja błyszczy w kinie
Najbardziej dziwaczny film, jaki wyprodukowano w ostatnich latach (nie licząc „Inland Empire” Lyncha, z którym nic go nie łączy).
Evangelia Randou i Ariane Labed jako przyjaciółki trenujące pocałunek
Gutek Film/materiały prasowe

Evangelia Randou i Ariane Labed jako przyjaciółki trenujące pocałunek

Kraj przeżywa zapaść, tymczasem kino w Grecji rozkwita. Dowodem „Attenberg” Athiny Rachel Tsangari – bodaj najbardziej dziwaczny film, jaki wyprodukowano w ostatnich latach (nie licząc „Inland Empire” Lyncha, z którym nic go nie łączy). Brzydkie, industrialne, wyludnione pejzaże słonecznego południa pełnią tu funkcję metafory minionego wieku – tego „toksycznego odpadu modernizmu”, jak podsumowuje żegnający się ze światem, umierający na raka architekt.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną