Recenzja filmu: "Droga na drugą stronę", reż. Anca Damian

W obronie zaszczutych
„Droga na drugą stronę” testuje wyczucie sprawiedliwości widzów i mocno dopomina się o tolerancję.
Dokument Anki Damian jest poetycko świadomie naiwnym kolażem, składającym się m.in. z dziecięcych rysunków i ożywionych pasteli.
Fundacja Magellan/materiały prasowe

Dokument Anki Damian jest poetycko świadomie naiwnym kolażem, składającym się m.in. z dziecięcych rysunków i ożywionych pasteli.

Aż trudno uwierzyć, że kino moralnego niepokoju w wydaniu rumuńsko-polskim może mieć tak intrygujący kształt. Fabularyzowany dokument „Droga na drugą stronę” Anki Damian jest poetycko świadomie naiwnym kolażem, składającym się z fotografii, ludowych wycinanek, dziecięcych rysunków, pięknie malowanych, ożywionych pasteli, kręconych poklatkowo ujęć. Najbardziej zaskakuje jednak połączenie oryginalnej impresyjnej formy z płomienną skargą wypowiadaną rzeczowym, konkretnym tonem przez nieżyjącego bohatera (w polskiej wersji głos podkłada Maciej Stuhr).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną