Recenzja filmu: "Z miłości", reż. Anna Jadowska
Opornie o porno
Odważny jak na polskie warunki temat: kulisy rodzimego przemysłu pornograficznego.
Anna Ilczuk w roli seksrekordzistki
Lancelot Media Distribution/materiały prasowe

Anna Ilczuk w roli seksrekordzistki

Temat ten został przez autorkę „Z miłości” wykorzystany do nijakiej opowieści. Każdy z trzech wątków zasługiwał na wnikliwe spojrzenie. Mógł się stać zapisem głębszych, tragicznych doświadczeń dorosłych ludzi ulegających słabościom, złudzeniom, desperacji. Aż się prosi, by dramat podstarzałego producenta porno, głupca i paranoika, który brnie w kłamstwa, gdy rozlatuje mu się prywatne życie, odsłaniał coś więcej niż tylko naskórkową obserwację kłótni małżeńskich. Zwłaszcza gdy ma się do dyspozycji tak wybitnego aktora jak Daniel Olbrychski. Ileż niuansów psychologicznych można wydobyć z historii niedobranej seksualnie pary 20-latków, która decyduje się zagrać dla pieniędzy w amatorskim filmie porno. Samo bicie seksrekordu wszech czasów (ponad 820 stosunków w ciągu doby) w sercu katolickiego kraju stwarzało wiele możliwości opisu hipokryzji obyczajowej. A to, co musiało się dziać w głowie dziewczyny, która zgodziła się ten wyczyn firmować własną twarzą?

Tymczasem Anna Jadowska pokazuje to wszystko tak, jakby chodziło o zwykłą rzecz, bez czucia. Ciągnie ją do satyry i stylu reporterskiego, lecz kiedy próbuje wejść w intymny kontakt z bohaterami, brak w tym szczerości. To budzi zniecierpliwienie. Jest parę niezłych filmów o pornografii (z nieoczywistych przykładów: „Le pornographe” Francuza Bertranda Bonello, „Boogie Nights” Amerykanina Paula Thomasa Andersona). Wystarczyło po nie sięgnąć, wyciągnąć z nich wnioski. Może ktoś jeszcze na to wpadnie.

Z miłości, reż. Anna Jadowska, prod. Polska, 102 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj