Recenzja filmu: "Poliss", reż. Maiwenn
Jak w rodzinie
Film jest zaskakująco dojrzałą opowieścią, ukazującą zmagania paryskiej jednostki policji, zajmującej się ochroną dzieci.
Zbiorowy portret Francuzów
Carisma/materiały prasowe

Zbiorowy portret Francuzów

Wyróżniony w Cannes Nagrodą Specjalną Jury francuski dramat obyczajowy „Poliss” wyreżyserowała wszechstronnie utalentowana 35-letnia modelka o egzotycznie brzmiącym imieniu Maiwenn. Zawodu aktorskiego uczyła się pod okiem Luca Bessona (w wieku 16 lat została jego żoną), pisała też scenariusze, a od pięciu lat z powodzeniem realizuje autorskie filmy fabularne. „Poliss” jest skomponowaną w konwencji quasi-dokumentu, zaskakująco dojrzałą opowieścią, ukazującą zmagania paryskiej jednostki policji, zajmującej się ochroną dzieci. Łatwych przypadków nie ma. Kazirodztwo, pedofilia, zmuszanie do prostytucji, do tego naciski polityczne i szokujące niekiedy reakcje ofiar seksualnych przestępstw, które współczują swoim katom. Siłą „Poliss” jest pokazywanie bez znieczulenia problemów po obu stronach barykady. Nie tylko poszkodowanych i sprawców, lecz także interweniujących policjantów, których życie prywatne często leży w gruzach, a wielu z nich nie potrafi sobie pomóc i wymaga terapii. Maiwenn znakomicie panuje nad psychologicznymi niuansami portretu zbiorowego współczesnych Francuzów, nie stawia publicystycznych tez, nie moralizuje, tylko ze zrozumieniem i pokorą przygląda się nieszczęściu, kibicuje rozpaczliwym próbom znalezienia w tym piekle jakiejś szansy.

Poliss, reż. Maiwenn, prod. Francja, 127 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj