Recenzja filmu: "Code Blue", reż. Urszula Antoniak
Trauma samotności
Duszny, przygnębiający klimat „Code Blue” zaraża chyba jeszcze większym pesymizmem niż „Pianistka”.
Bien de Moore jako pielęgniarka - anioł śmierci.
Nowe Horyzonty/materiały prasowe

Bien de Moore jako pielęgniarka - anioł śmierci.

Drugi film holenderskiej reżyserki polskiego pochodzenia Urszuli Antoniak, którego premiera odbyła się na festiwalu w Cannes, potwierdza jej wyjątkową wrażliwość oraz rosnącą pozycję w europejskim kinie. Mimo pozornych podobieństw tematycznych (opowieść o samotności, ucieczce od świata, zamknięciu) wizualnie „Code Blue” prawie w ogóle nie przypomina jej utrzymanego w paradokumentalnej konwencji debiutanckiego dramatu „Nic osobistego”. Wątła akcja ogranicza się do wystylizowanego opisu kilku dni 40-letniej pielęgniarki miotającej się między rozpaczliwie tłumionym pożądaniem, niemożnością nawiązania kontaktu z kimkolwiek a pragnieniem ulżenia w cierpieniu umierającym pacjentom hospicjum. Także i ten film rozgrywa się w ciszy. Bohaterkę (Bien de Moore) łączy jednak ze światem zupełnie inna relacja. Otacza ją sieć sterylnych szpitalnych korytarzy, pustych ścian nowoczesnych mieszkań, wycofanych nieszczęśliwych ludzi, agresywnie odreagowujących swoje niespełnienie. Co w porównaniu z obojętnym wiejskim krajobrazem północnej Irlandii w „Nic osobistego” robi wrażenie piekła.

Duszny, przygnębiający klimat „Code Blue” zaraża chyba jeszcze większym pesymizmem niż „Pianistka”. A okrucieństwo w połączeniu ze straszliwą odhumanizowaną przestrzenią przywodzi na myśl nihilistyczne wizje Ulricha Seidla. Nie brzmi to jak najlepsza rekomendacja, lecz teatralny, wstrząsający film Antoniak powstał z myślą o bardzo ambitnych widzach, nieszukających w kinie beztroskiej ucieczki od egzystencjalnych problemów.

Code Blue, reż. Urszula Antoniak, prod. Holandia, Dania, 90 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj