Recenzja filmu: "Czas wojny", reż. Steven Spielberg

Z miłości do konia
Jest to wzruszające, zrealizowane z dużym rozmachem kino familijne, głównie jednak dla młodszych dzieci.
Treścią dwuipółgodzinnego widowiska są losy pięknego rumaka odchowanego i ułożonego przez nastolatka.
Forum Film/materiały prasowe

Treścią dwuipółgodzinnego widowiska są losy pięknego rumaka odchowanego i ułożonego przez nastolatka.

Rok 2011 był dla Spielberga bardzo pracowity. Wyreżyserował dwa filmy fabularne – co jednak nie jest jakimś nadzwyczajnym wyczynem w karierze cesarza Hollywood. Od czasu do czasu, gdy kręci filmy naszpikowane efektami specjalnymi – jak „Raport mniejszości”, „Zaginiony świat: Jurassic Park” albo „Przygody Tintina” – równolegle, aby nie zapomnieć, do czego został stworzony, bierze na warsztat ambitniejsze pozycje. Wbrew podniosłemu tytułowi „Czas wojny” (z nadania polskiego dystrybutora, w oryginale jest „War Horse” – koń wojenny) z poważną epicką sagą, jak „Lista Schindlera”, nie ma nic wspólnego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną