Recenzja filmu: "Amador", reż. Fernando Leon de Aranoa
Życie, model do składania
Zrealizowany w konwencji małego realizmu „Amador” jest subtelnym melodramatem o zawiedzionych marzeniach i wiecznym poszukiwaniu miłości.
Magaly Solier jako imigrantka w ciąży opiekująca się umierającym mężczyzną
VIVARTO/materiały prasowe

Magaly Solier jako imigrantka w ciąży opiekująca się umierającym mężczyzną

Życie człowieka przypomina puzzle. Każdy dostaje je po urodzeniu i musi poskładać – mówi umierający staruszek (Celso Bugallo), tłumacząc, dlaczego na łożu śmierci zajmuje się układaniem obrazu nieba zasłoniętego chmurami, za którymi, jak twierdzi, ukrywa się Bóg. Zanim odejdzie, uda mu się uporządkować prawie wszystkie kawałeczki w piękną całość. Inni bohaterowie hiszpańskiego dramatu psychologicznego „Amador” będą mieli z tym kłopoty. Marcela, młoda imigrantka w ciąży (znana z „Gorzkiego mleka” i „Madeinusa” Magaly Solier), ze skrawków odnalezionej fotografii dokumentującej zdradę partnera ułoży sobie los kobiety nieszczęśliwej. Nelson, jej partner (Pietro Sibille), z podartego listu Marceli dowie się, dlaczego nie jest już kochany.

Zrealizowany w konwencji małego realizmu „Amador” jest subtelnym melodramatem o zawiedzionych marzeniach, niespełnieniu i wiecznym poszukiwaniu miłości, która może się przytrafić nawet wtedy, gdy ludzie żegnają się z życiem. Puzzle obok ściętych kwiatów, symbolizujących krótkie trwanie po śmierci, są czytelną metaforą, których znajdziemy w tym delikatnym filmie więcej. Zebrane razem układają się w mądrą poetycką przypowieść, jakby żywcem przeniesioną z najlepszych kart powieści Márqueza.

Amador, reż. Fernando Leon de Aranoa, prod. Hiszpania, 107 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj