Recenzja filmu: "Człowiek na krawędzi", reż. Asger Leth

Zabawmy się jeszcze raz
Thriller wyreżyserował Asger Leth (syn duńskiego klasyka dokumentu Jorgena Letha), po którym należało się spodziewać czegoś bardziej oryginalnego.
Sam Worthington – dosłownie i w przenośni na krawędzi
MONOLITH FILMS/materiały prasowe

Sam Worthington – dosłownie i w przenośni na krawędzi

„Szklana pułapka” i „Mission Impossible” w jednym. Poza zręczną podróbką zestawu najlepszych chwytów, jakie kino sensacyjne wypracowało w ostatnich dekadach, „Człowiek na krawędzi” w zasadzie niczego ekstra nie oferuje. Sceny pogoni samochodowych po wyboistych alejkach cmentarza albo rozpruwania stalowego sejfu strzeżonego przez elektroniczne czujniki wydają się zbyt dosłownymi kopiami. Ale dreszczyk emocji pojawia się w odpowiednich momentach, a zabawa nie urąga inteligencji widza.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną