Recenzja filmu: "Pewnego razu w Anatolii", reż. Nuri Bilge Ceylan

Rodzinne tajemnice
Pod zmysłową, magiczną powierzchnią czai się groza jak w filmach Lyncha.
Filat Tanis (w środku) jako jeden z oskarżonych
Stowarzyszenie Nowe Horyzonty/materiały prasowe

Filat Tanis (w środku) jako jeden z oskarżonych

Baśniowy tytuł, poetyckie zdjęcia, niezwykłe sceny, w tym duchy ukazujące się bohaterom, to tylko część niepokojącego świata przedstawionego przez Nuri Bilge Ceylana w „Pewnego razu w Anatolii”. Pod zmysłową, magiczną powierzchnią czai się groza jak w filmach Lyncha – nie aż tak spektakularna, bardziej surowa, trudniejsza do wyłuskania i nazwania. Rzecz rozgrywa się na tureckiej prowincji, gdzie grupa policjantów, dwóch oskarżonych, lekarz oraz prokurator przeprowadzają wizję lokalną w celu ustalenia miejsca, gdzie zostały zakopane zwłoki zamordowanego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną