Recenzja filmu: "Terytorium wroga", reż. Stephane Rybojad

Hardrockowe zabijanie
Strzelanka z elementami RPG, tak można skwitować zrealizowaną z wielkim rozmachem wojenną sagę o francuskiej dziennikarce więzionej przez afgańskich talibów.
Połowa filmu to kompletowanie widocznej na zdjęciu doborowej jednostki komandosów
ITI Cinema/materiały prasowe

Połowa filmu to kompletowanie widocznej na zdjęciu doborowej jednostki komandosów

Połowa filmu to kompletowanie doborowej jednostki komandosów, składającej się z zuchów dowodzonych przez czarnoskórego Djimona Hounsou. Druga część to opis brawurowej akcji w samym sercu nieprzyjaznego Afganistanu, gdzie widz zapoznaje się z najnowocześniejszymi technikami zabijania. Hardrockowy rytm, błyskawiczne tempo oraz zapierające dech widoki Hindukuszu, półpustyni Registanu, wioseczek na wyżynie Haradżat (zdjęcia kręcono w Tadżykistanie), nie pozwalają psuć zabawy pytaniami w rodzaju: dlaczego w broni używanej przez tych dzielnych chłopców nigdy nie kończy się amunicja.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną