Recenzja filmu: "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", reż. Patryk Vega

Kloss. Reaktywacja
Legenda - głosi hasło na plakacie - wróciła, ale nie jest to powrót na miarę legendy.
Kino Świat/materiały prasowe

W nowym Klossie czuje się nawet rozmach. Widać dbałość o szczegóły i każdą wydaną złotówkę. Są krwawe wymiany ognia, ogłuszające wybuchy, jeżdżą czołgi wypożyczone z muzeum, można nawet zobaczyć nadlatującą bombę, zrzuconą z samolotu. Pełna profesja. Jest więc lepiej, efektowniej i bardziej widowiskowo niż w serialu, gdzie brylowała tekturowa dekoracja, a większość akcji rozgrywała się w przyciasnym studio. Reżyser Patryk Vega („Pitbull”) miał też ciekawy pomysł, aby wrócić do wojennych perypetii i opowiedzieć je w konwencji przygód Indiany Jonesa: z przymrużeniem oka, odrobiną groteskowej przesady, dystansem - tak, aby młodzi i starzy widzowie poczuli się w znajomym świecie. Wiadomo - hitlerowcy to półgłówki i bandziory, J-23 to polski heros (choć nadający dla sowietów). A stawka - Bursztynowa Komnata – większa niż życie.

Kłopot w tym, że przy pozorach wizualnej atrakcyjności pastisz Vegi niestety wcale nie jest nowoczesny, dowcipny ani trzymający w napięciu. Sceny, które mają śmieszyć (na przykład rywalizacji służb specjalnych, planowania przez nazistów wywiezienia skarbu z Konigsbergu albo stworzenia IV Rzeszy za pieniądze uzyskane ze sprzedaży Bursztynowej Komnaty) wyczerpują potencjał komediowy już po sekundzie, tam zaś, gdzie oczekuje się wzruszenia i delikatnej parodii (wątek miłosny z udziałem Marty Żmudy Trzebiatowskiej i Anny Szarek) pojawia się gruba karykatura albo tonacja serio z zupełnie innej bajki. Tarantino w „Bękartach wojny” i Spielberg idealnie wyważali proporcje, nadając swoim filmom żywy charakter, choć nie mieli łatwiejszego zadania, bo też wyciskali poty ze stereotypowych opowieści o (super)bohaterach z komiksów. Na ich tle wyrwana z peerelowskiego kontekstu „Stawka większa niż śmierć” wydaje się rozrywką anachroniczną, spóźnioną o jakieś trzy dekady, bez dodatkowych znaczeń. Jest grana bardziej na sentymencie do kanonicznego serialu niż podejmuje próbę budowania wartości czy podtekstów odnoszących się do świata współczesnego.

Jeśli komuś wystarczy sama radość z reaktywacji wiekowych aktorów Emila Karewicza i Stanisława Mikulskiego oraz podziwianie Piotra Adamczyka i Tomasza Kota, ucharakteryzowanych na młodego Brunnera i Klossa, może spokojnie wybrać się do kina. Ja spodziewałem się czegoś więcej. Zwłaszcza od wykonawców, którzy czasami nie wiedzą, co grają.

Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć, reż. Patryk Vega, prod. Polska, 120 min.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj