Recenzja filmu: "Marieke, Marieke", reż. S. Schoukens
Dziewczyna i starcy
Kameralny dramat rodzinny napisany i wyreżyserowany przez młodą Belgijkę Sophie Schoukens ma zadatki na obiecujące kino autorskie, ale po niezłym początku grzęźnie w melodramatycznej konwencji.
Marieke (Hande Kodja) z jednym z kochanków
Spectator/materiały prasowe

Marieke (Hande Kodja) z jednym z kochanków

Przykuwa uwagę dość nieoczekiwana namiętność ładnej 20-letniej bohaterki łącząca ją z mężczyznami w wieku emerytalnym, z którymi regularnie sypia. Sprawia jej to ogromną frajdę, po seksie robi nagim staruszkom finezyjne zdjęcia, starając się uchwycić piękne detale – np. kształt stopy lub ucha. Dziewczyna nie jest szalona, nie uważa się za prostytutkę, ma artystyczną duszę, choć pracuje przy taśmie w fabryce czekoladek („ręcznie robionych przez anioły” – jak głosi reklama). Jej problemem jest relacja z matką, fizjoterapeutką, do której ma pretensje o wszystko, a najbardziej o to, że zataiła przed nią samobójstwo jej ojca pisarza.

„Marieke, Marieke” nie zbliża się nawet na milimetr do awangardowych „Ruchów Browna” Nanouk Leopold, gdzie również ukazywana jest erotyczna fascynacja młodej kobiety starszymi panami. Schoukens nie chodzi o budzenie kontrowersji. Do wyjaśnienia zachowania bohaterki wystarcza prosty freudowski klucz zwany nerwicą przeniesienia.

Marieke, Marieke, reż. Sophie Schoukens, prod. Belgia, Niemcy, 85 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj