Recenzja filmu: "Wirtualna wojna", reż. Jacek Bławut
Powietrzne bitwy na niby
O fenomenie internetowej gry na symulatorach, polegającej na odtwarzaniu samolotowych bitew z czasu II wojny światowej.
Atutem filmu jest strona wizualna pozwalająca widzom poczuć smak wirtualnej rozgrywki.
HBO/materiały prasowe

Atutem filmu jest strona wizualna pozwalająca widzom poczuć smak wirtualnej rozgrywki.

Niesamowita rzecz udała się w „Wirtualnej wojnie” Jackowi Bławutowi. Opisując fenomen internetowej gry na symulatorach, polegającej na odtwarzaniu samolotowych bitew z czasu II wojny światowej, trafił w sedno współczesnych sporów politycznych. To pełnometrażowy dokument o uzależnieniu, ale i o patriotyzmie. O tym, jak dziś w zglobalizowanym świecie odżywają dawne wojenne podziały i co one obecnie znaczą. Bławut („Nienormalni”, „Wojownik”, „Kawaleria powietrzna”) kapitalnie drąży paradoksy zachowań międzynarodowych uczestników gry, którzy są uzależnieni od adrenaliny i uwielbiają wcielać się w swoje awatary. Wszyscy zdają sobie sprawę z anachronizmów historycznych podziałów, mimo to przenoszą je do współczesności, dzielą się na wojskowe grupy wsparcia, tak jak w czasie hitlerowskiej okupacji, czasami tylko zmieniają strategiczne sojusze, „prostując” historyczne porażki, z czego m.in. wynika absurd i komizm filmu. Brylują w tych nowych aliansach polscy lotnicy, którzy teraz w mundurach Luftwaffe strącają sowieckich pilotów.

„Wirtualna wojna” wyróżnia się staranną realizacją. Atutem filmu jest jego lekkość, dowcip, a także dramaturgia i strona wizualna pozwalająca widzom poczuć smak wirtualnej rozgrywki, w tym długich godzin oczekiwania na pełne napięcia starcie (niemożliwie jest skracanie czasu lotu samolotów). Jacek Bławut kręcił „Wirtualną wojnę” przez sześć lat. Żeby dotrzeć do wszystkich uczestników gry, objechał całą kulę ziemską. Opłaciło się.

Wirtualna wojna, reż. Jacek Bławut, emisja: HBO, 22 kwietnia, godz. 22.20

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj