Recenzja filmu: "Grabarz", reż. Sandor Kardos

Zastygłe widmo
Obcowanie ze zmarłymi, magiczna miłość, cudowne przemiany cmentarzyska w rajski ogród, gniew i zemsta miejscowych.
Surrealistyczne sceny z filmu
Stowarzyszenie Nowe Horyzonty/materiały prasowe

Surrealistyczne sceny z filmu

Opowiedziany za pomocą samych tylko fotografii, niezwykły, eksperymentalny dramat Węgra Sandora Kardosa „Grabarz” wprawia w osłupienie. Wszystko wydaje się w nim nierzeczywiste, jakby z innego świata, na pograniczu snu, ekscytacji, poezji tak ulotnej, tak przesyconej wrażliwością, że trudno od niej oderwać wzrok. Rozmazane, widmowe kształty na zdjęciach, które kamera panoramuje wolnym, jednostajnym ruchem, czasami są tak zniekształcone, że osiągają wymiar surrealistycznych wizji zawsze podporządkowanych słownej narracji. Mimo medytacyjnego rytmu film ma żelazną konstrukcję fabularną, co zaskakuje jeszcze bardziej. Jest ekranizacją baśniowego opowiadania Rainera Marii Rilkego o tajemniczym przybyszu. Nieznajomy z miasteczka San Rocco obejmuje schedę po zmarłym grabarzu. Ma około 30 lat i jest dwa razy starszy od zakochanej w nim dziewczyny.

Obcowanie ze zmarłymi, magiczna miłość, cudowne przemiany cmentarzyska w rajski ogród, gniew i zemsta miejscowych – te i inne wydarzenia odnoszące się do biblijnej symboliki, ujęte w subtelną ramę słownych powtórzeń, działają na widza jak balsam i koją duszę. Dla koneserów i poszukiwaczy nowych horyzontów.

Grabarz, reż. Sandor Kardos, prod. Węgry, 85 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj