Recenzja filmu: "Księstwo", reż. Andrzej Barański
Książę bez ziemi
Tak jak wcześniej powieści Masternaka, „Księstwo” Barańskiego próbuje zerwać ze stereotypem opowieści o awansie społecznym.
Główny bohater (Rafał Zawierucha) z matką (Aldona Jankowska)
Best Film/materiały prasowe

Główny bohater (Rafał Zawierucha) z matką (Aldona Jankowska)

Kolejny film, który czekał na premierę od ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, gdzie zresztą nie trafił do konkursu głównego. Może sam temat wydał się dystrybutorom niezbyt atrakcyjny? Andrzeja Barańskiego – jednego z nielicznych polskich reżyserów pamiętających o tym, że Polska to nie tylko wielkie miasta – zainteresowały autobiograficzne powieści Zbigniewa Masternaka („Chmurołap”, „Niech żyje wolność”, „Scyzoryk”), w których autor opisuje swą trudną drogę ze wsi do miasta i z powrotem. Powieściowemu Zbyszkowi nie powiodło się na studiach, musiał zatem wrócić do matki wdowy i do środowiska, które na takich jak on – co chcieli się wyrwać w wielki świat, ale na razie przegrali – patrzą z nieufnością. Ambitnemu młodzieńcowi niewiele może pomóc przekazany przez ojca pijaka rodzinny mit o tym, że ich przodkowie wywodzili się od starosłowiańskich Wiślan. Co komu po księstwie bez ziemi?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj