Recenzja filmu: "Babycall", reż. Pal Sletaune

Polowanie na duszę
Po „Łowcach głów” kolejny norweski thriller psychologiczny „Babycall” wystawia jak najlepsze świadectwo tej wciąż niedocenianej u nas kinematografii.
Noomi Rapace jako bohaterka „Babycall”
Aurora Films/materiały prasowe

Noomi Rapace jako bohaterka „Babycall”

Mimo że nie jest to opowieść inspirowana popularną sensacyjną literaturą, właśnie w scenariuszu tkwi jego siła. Historia rozwija się leniwie niczym w telewizyjnym serialu, nie budząc w zasadzie podejrzeń, że podskórnie toczy się tu jakaś dziwna gra. Oto matka (Noomi Rapace) z ośmioletnim synkiem (Vetle Qvenild Werring) trafiają do zastępczego mieszkania w bloku. Pracownicy z opieki społecznej nie wyglądają na chętnych do pomocy ani specjalnie życzliwych, ale zapewniają, że tam przynajmniej pozostaną bezpieczni.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną