Recenzja filmu: "Mroczne cienie", reż. Tim Burton

Powrót do przyszłości
Film na podstawie niezwykle popularnej w Ameryce w latach 60. satanistycznej opery mydlanej.
Johnny Depp w ósmym spotkaniu z Timem Burtonem
Warner Bros/materiały prasowe

Johnny Depp w ósmym spotkaniu z Timem Burtonem

Siedem spotkań Tima Burtona z człowiekiem o tysiącu twarzach i urodzie amanta – jak mawia reżyser – czyli jego ulubionym aktorem Johnnym Deppem, przeszło do historii kina. Ósme – na planie wysokobudżetowej komedii „Mroczne cienie” zrealizowanej na podstawie niezwykle popularnej w Ameryce w latach 60. satanistycznej opery mydlanej – potwierdza, że to duet idealny. Odkryciem filmu jest jednak obdarzona gotycką urodą Eva Green, wyglądająca na ekranie jak heroina z obrazów Tamary Łempickiej, oraz cztery inne aktorki świetnie czujące pastiszową konwencję (Helena Bonham Carter, Michelle Pfeiffer, Bella Heathcote i znana z horroru „Pozwól mi wejść” Chloe Grace Moretz).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną