Recenzja filmu: "Cygan", reż. Martin Sulik
Cygański Hamlet
Hamlet z romskiej osady chce być Cyganem i człowiekiem.
Zdjęcia do „Cygana” kręcono w autentycznej romskiej wsi.
WFF/materiały prasowe

Zdjęcia do „Cygana” kręcono w autentycznej romskiej wsi.

Cygański Hamlet ma na imię Adam, skończył 14 lat i nieufnie spogląda swymi ciemnymi oczami na świat, także na nas widzów (jak choćby w pierwszym ujęciu). Właśnie stracił ojca. Pogrzebu nie oglądamy na ekranie, jest natomiast huczne wesele, wdowa postanowiła bowiem wydać się za stryja, który może zapewnić Adamowi i trójce rodzeństwa lepszą przyszłość. Stryj w cygańskiej osadzie ma mocną pozycję, prowadzi podejrzane interesy, pożycza na bandycki procent pieniądze, a potem okrutnie traktuje spóźniających się ze spłatą dłużników. Czasem można odnieść wrażenie, że popisuje się przed pasierbem, chce mu zaimponować, wciągnąć do swojego światka. Ale Adam, jak na cygańskiego Hamleta przystało, jest pełen wątpliwości, a po pierwsze, musi dowiedzieć się, jak zginął jego ojciec. Oficjalna wersja jest taka, że potrącił go samochód, lecz podejrzliwy syn nie daje jej wiary, tym bardziej kiedy pojawi mu się duch ojca. Znający choćby z grubsza dramat Szekspira wiedzą, jak dalej potoczą się wypadki.

Reżyser Martin Sulik doskonale połączył w „Cyganie” dwie różne poetyki. Z jednej strony mamy tu bowiem film realistyczny, z mnóstwem obyczajowych i kulturowych szczegółów (zdjęcia kręcono w autentycznej romskiej wsi), z drugiej zaś – poetycki dramat oparty na schemacie arcydramatu Szekspira. W rezultacie powstał obraz sugestywny i poruszający, który na przykładzie jednej osady pokazuje marny los 300 tys. słowackich Cyganów. Jak mówi Adamowi duch ojca: „Cygan może żyć tu jak człowiek, kiedy przestanie być Cyganem”. Hamlet z romskiej osady chce być Cyganem i człowiekiem.

Cygan, reż. Martin Sulik, prod. Słowacja, Czechy, 100 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj