Recenzja filmu: „Valhalla. Mroczny wojownik”, reż. Nicolas Winding Refn

Złotoskórzy Indianie i krzyżowcy
„Valhalla. Mroczny wojownik” mimo brutalnych scen łamania kości, wyłupywania oczu i duszenia w błocie, tchnie wizjonerstwem i magią.
Milcząca, jednooka postać z piekła rodem (Mads Mikkelsen) na swój sposób przypomina legendarnego konkwistadora Aguirrę z filmu Herzoga.
Gutek Film/materiały prasowe

Milcząca, jednooka postać z piekła rodem (Mads Mikkelsen) na swój sposób przypomina legendarnego konkwistadora Aguirrę z filmu Herzoga.

Walhalla w mitologii nordyckiej to odpowiednik greckiego Hadesu. Mroczna kraina zmarłych, miejsce przebywania poległych w chwale wojowników, które wedle starożytnych wyobrażeń ma kształt olbrzymiego pałacu o 540 bramach. W filmie Nicolasa Windinga Refna („Drive”) Walhalla jest piękną, dziką, spowitą mgłami otwartą przestrzenią zamieszkaną przez groźnych złotoskórych Indian. Ciągną w jej kierunku nie duchy szlachetnie zmarłych żołnierzy, lecz opętani misją nawrócenia świata średniowieczni krzyżowcy, śniący o założeniu Nowej Jerozolimy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną