Recenzja filmu: "Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów 3D", reż. Steve Martino i Mike Thurmeier
Żarty z zamrażarki
Przy czwartej odsłonie dowolnej serii filmowej można mieć obawy o jakość. Na szczęście scenariusz napisany przez Michaela Berga, współautora pierwszej i trzeciej części, sprawił, że „Epoka lodowcowa 4” to wciąż znakomita rozrywka.
„Epoka lodowcowa 4” dostarcza w odpowiednich proporcjach śmiechu, akcji i wzruszenia.
Imperial-Cinepix/materiały prasowe

„Epoka lodowcowa 4” dostarcza w odpowiednich proporcjach śmiechu, akcji i wzruszenia.

Zaczyna się jak zawsze od charakterystycznego dla serii Wiewióra, który, wywołując przez przypadek kolejną katastrofę, przysparza problemów trójce głównych bohaterów (leniwiec Sid, mamut Maniek i tygrys Diego). Największymi okazują się tytułowe wędrówki kontynentów oraz piraci grasujący po powstałych wskutek zmian oceanach, jednak każdy bohater ma też osobiste problemy. Tym razem rodzinne – i to te ostatnie są tu wbrew pozorom najciekawsze. Standardem – wprowadzanym kiedyś m.in. przez tę właśnie serię – jest już to, że nie tylko młodzi odbiorcy będą się dobrze bawić, ale i dorośli również znajdą wątki dla siebie (tu – kłopoty Mańka z dorastającą córką). Zresztą większość żartów jest uniwersalna. Jak zwykle zwraca też uwagę doskonała oprawa audiowizualna – zwłaszcza animacja oceanu robi duże wrażenie. A fakt, że od początku wiadomo, jak cała historia się skończy, nie ma wielkiego znaczenia, skoro „Epoka lodowcowa 4” – dokładnie tak jak powinna – dostarcza w odpowiednich proporcjach śmiechu, akcji i wzruszenia.

Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów 3D, reż. Steve Martino i Mike Thurmeier, prod. USA, 94 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj