Recenzja filmu: "Misiaczek", reż. Mads Matthiesen

Serce na dłoni
Dramat psychologiczny o kulturyście w średnim wieku, dla którego siłownia stanowi jedyną odskocznię od pustki i niepowodzeń w życiu osobistym.
Kim Kold w roli siłacza z wrażliwą duszą
materiały prasowe

Kim Kold w roli siłacza z wrażliwą duszą

Dziecięcy, dość infantylny tytuł „Misiaczek” nie najlepiej oddaje całkiem poważne przesłanie efektownego debiutu fabularnego duńskiego reżysera Madsa Matthiesena. Dramat psychologiczny o kulturyście w średnim wieku, dla którego siłownia stanowi jedyną odskocznię od pustki i niepowodzeń w życiu osobistym, właściwie mógłby być dedykowany Darrenowi Aranofsky’emu. To pozbawiona demonizmu, lżejsza wersja „Czarnego łabędzia” z bohaterem żywcem przeniesionym z „Zapaśnika”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną