Recenzja filmu: "Savages. Ponad bezprawiem", reż. Oliver Stone

Za garść konopi
Stary gniewny moralista światowego kina biczował już Amerykę za bezsensowną wojnę w Wietnamie (wielokrotnie), szydził z prezydenta Busha, w Nixonie zobaczył nowe wcielenie Ryszarda III, w JFK ofiarę spisku CIA, napiętnował też (nie raz) cwaniaków z Wall Street.
Kalifornijscy bosowie w akcji.
materiały prasowe

Kalifornijscy bosowie w akcji.

W najnowszej hollywoodzkiej produkcji „Savages” zdjął kostium lewicowego trybuna i spojrzał zatroskanym okiem na swoją ojczyznę z perspektywy wyluzowanych bossów kalifornijskiej mafii narkotykowej. Nakręcił trzymający w napięciu pastisz, bezczelnie niemoralne kino akcji o dwóch łotrach, co z miłości do tej samej kobiety wszczęli wojnę gangów. Jest tu wszystko, za co miłośnicy inteligentnej rozrywki uwielbiają Tarantino lub braci Coen: przemyślany do najdrobniejszego słowa, odjazdowy scenariusz o męskiej przyjaźni, w którym cynizm i czarnowidztwo łatwo pomylić z romantyzmem.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj