Recenzja filmu: "Pokłosie", reż. Władysław Pasikowski
Paląca spuścizna
Dramat napisany oraz wyreżyserowany przez twórcę „Psów” ma posmak moralitetu starającego się podporządkować sensacyjnej fabule.
Maciej Stuhr i Ireneusz Czop
MONOLITH FILMS/materiały prasowe

Maciej Stuhr i Ireneusz Czop

Pokłosie, reż. Władysław Pasikowski, prod. Polska, 100 min

Nowy film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie” (scenariusz 7 lat przeleżał w zamrażarce PISF) nie jest historią Jedwabnego. Nie ma też wiele wspólnego z dramatem Tadeusza Słobodzianka „Nasza klasa”, który odtwarzał zbrodnię i przedstawiał martyrologię nielicznych ocalałych Żydów po pogromie dokonanym przez ich polskich sąsiadów. To film bez retrospekcji, współczesny, rozgrywający się we wsi Gurówka w 2001 r. Stawiający oczywiście pytania o straszną przeszłość i odpowiedzialność Polaków, lecz z nowej perspektywy: pokolenia synów odkrywających dopiero bezmiar hańby rodziców. Dla Pasikowskiego najważniejszą sprawą nie jest potwierdzenie, że takie czyny w ogóle miały miejsce, bo to nie ulega dziś żadnej wątpliwości. Po wstrząsie wywołanym debatą wokół książek Grossa i innych badaczy wiemy już o tym sporo. „Pokłosie” mówi o kacu moralnym, palącym wstydzie i straszliwym dziedzictwie pamięci, obciążającym sumienia wszystkich. Co zrobić, jaką postawę winni przyjąć Polacy, nie tylko ci, co wypierają za wszelką cenę grzechy przeszłości (do nich głównie jest film kierowany), lecz również młodzi, którzy z tamtymi zbrodniami nie mieli nic wspólnego. Jak bolesną spuściznę przekuć na spokój sumienia i pojednanie?

Dramat napisany oraz wyreżyserowany przez twórcę „Psów” ma posmak moralitetu starającego się podporządkować sensacyjnej fabule. To karkołomne przedsięwzięcie, któremu można zarzucić wiele niepotrzebnej dosłowności, rażącej symboliki i patosu (scena ukrzyżowania). Działa jednak mocno na wyobraźnię, porusza sumienia i – co najważniejsze – mimo pozorów spóźnienia nie jest dziełem oczywistym. Maciej Stuhr i Ireneusz Czop w roli skłóconych braci spisali się dobrze. Gdyby nie nerwowe, sugestywne zdjęcia Pawła Edelmana trudno byłoby wejść, wczuć się w tę historię. To powrót Pasikowskiego do formy, który jako jeden z niewielu niezależnie myślących reżyserów nie waha się szargać tradycji, egzaminuje Polaków z patriotyzmu i wierzy w misję kina. Trzymam kciuki za jego kolejny projekt o pułkowniku Kuklińskim.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj