Recenzja filmu: "Fuck For Forest", reż. Michał Marczak

Idioci
Jako parodia bezmyślnej dobroczynności, portret alienacji i moralnego zepsucia Zachodu rzecz wydaje się przekonywająca, ale irytująco mało odkrywcza.
materiały prasowe

Pomysł, żeby przeznaczyć pieniądze zarobione na sprzedaży filmów pornograficznych własnej produkcji na cele ekologiczne (wykupienie i oddanie ziemi jej prawowitym właścicielom w Amazonii), mógł się zrodzić tylko w głowie prowokatora. Perfidia przedsięwzięcia „Fuck For Forest” (w skrócie FFF) polega na tym, że bardzo trudno uwierzyć w szlachetne intencje, prościej potraktować to jako absurdalny żart. Podążający za grupą seksualnych rewolucjonistów reżyser dokumentu Michał Marczak traktuje bohaterów jak poważnych, nawiedzonych mesjaszów, tymczasem z bliska okazują się oni bezwstydnymi ekshibicjonistami, niemającymi zielonego pojęcia o prawdziwych dylematach świata, który tak bardzo chcą zbawić. Jako parodia bezmyślnej dobroczynności, portret alienacji i moralnego zepsucia Zachodu rzecz wydaje się przekonywająca, ale irytująco mało odkrywcza.

Fuck For Forest, reż. Michał Marczak, prod. Polska, 85 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj