Recenzja filmu: "Operacja Argo", reż. Ben Affleck
Operacja Hollywood
Historycy wytknęli reżyserowi drobne nieścisłości, co nie zmienia faktu, że podstawowym walorem filmu jest jego autentyzm.
Ben Affleck jako agent CIA
Warner Bros/materiały prasowe

Ben Affleck jako agent CIA

Operacja Argo, reż. Ben Affleck, prod. USA, 120 min

Aktorstwo zawsze było dla Bena Afflecka priorytetem. Odkąd jednak zaczął się sprawdzać także w roli reżysera, jego pozycja w Hollywood rośnie. Markę solidnego rzemieślnika radzącego sobie z ograniczeniami konwencji zyskał ambitnym thrillerem „Miasto złodziei”. Kolejne udane przedsięwzięcie, dramat sensacyjno-polityczny „Operacja Argo”, nie gwarantuje mu jeszcze występów w lidze mistrzów, ale zaproszenie do niej z pewnością niebawem otrzyma. Film jest rekonstrukcją słynnej akcji CIA z listopada 1979 r. w Teheranie. Po obaleniu szacha Irańczycy zajęli amerykańską ambasadę, wzięli 56 zakładników i zażądali ekstradycji zbiegłego do USA dyktatora. Jedynie sześciu dyplomatom udało się schronić w ambasadzie Kanady i właśnie ich losem zajmuje się film Afflecka.

Argo to kryptonim działań podjętych przez amerykańskie służby w celu potajemnego wywiezienia ich z miasta, oznaczający również tytuł kretyńskiej produkcji science fiction, która rzekomo miała być kręcona na Bliskim Wschodzie, a służyła za przykrywkę brawurowej akcji agenta Tony Mendeza (Ben Affleck). „Operacja Argo” nie przypomina niewiarygodnie szybkiego kina akcji z pirotechniką w roli głównej w stylu Bonda albo Bourne’a. Przeciwnie: stawia na emocje, pokazuje rozwlekłe procedury, brak organizacji, niekompetencję, lawinę przypadkowych decyzji, obrazuje prawdziwy przebieg tego typu ryzykownych operacji. Historycy wytknęli reżyserowi drobne nieścisłości, co nie zmienia faktu, że podstawowym walorem filmu jest jego autentyzm.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj