Recenzja filmu: "Frankenweenie", reż. Tim Burton

Powrót szalonego Burtona
30 lat temu animator Disneya zrealizował za garść dolarów aktorską krótkometrażówkę.
Animacja w hołdzie Frankensteinowi.
Disney/materiały prasowe

Animacja w hołdzie Frankensteinowi.

O chłopcu z przedmieścia, przywracającym za pomocą elektromagnetycznego urządzenia życie swemu ukochanemu psu, który zginął pod kołami samochodu. Bulterier z potwornymi bliznami, przypominający pozszywane monstrum (ukłon w stronę charakteryzacji niezapomnianego Borisa Karloffa ze słynnego cyklu o doktorze Frankensteinie), odwdzięczał się swemu panu, wyciągając go spod ruin płonącego wiatraka.

Teraz Tim Burton nakręcił pełnometrażową wersję tej historii, wedle pomysłu uwiecznionego na czarno-białych rysunkach sprzed lat.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną